Program Umiejętności Jutra, odkąd powstał, wzbudza wiele emocji. Dostać się do programu nigdy nie było łatwo. Wstępna selekcja była zawsze duża, z powodu mnóstwa zainteresowanych udziałem w kursie. Dlatego każdy, komu się to udało, radośnie chwalił się tym zwłaszcza na platformie LinkedIn ostoi „karierowiczów” 😊.
Dostałam się do drugiej jesiennej edycji Umiejętności Jutra: AI 2025 i sama miałam okazję przekonać się, co oferuje.
Spoiler alert: mnie się podobało.
Czym jest program Umiejętności Jutra? O co tyle hałasu?

Program Umiejętności Jutra to pięciotygodniowe bezpłatne szkolenie stworzone przez Google i SGH. Skierowane jest do osób, które czują, że szybko wkraczający w nasze codzienne funkcjonowanie obszar AI może wspomóc rozwój ich produktywności w życiu i pracy, nie chcą dłużej ignorować sztucznej inteligencji, ale na razie nie bardzo wiedzą, jak ją wdrożyć, co wykorzystać, od czego zacząć. Także do tych, którzy z AI już trochę współpracują, ale chcą sprawdzić, co jeszcze potrafi. Co istotne landing page zgłoszeniowy wyraźnie zaznacza, że jest to nauka od podstaw, dla tych, którzy nie mają doświadczenia z AI lub są świadomi, że jest ono niewielkie. Podając dalej za tymże landingiem:
- Przyda się studentom, którym narzędzia AI mogą pomóc z nauce i rozwoju przyszłej kariery zawodowej.
- Właścicielom i pracownikom małych i średnich przedsiębiorstw, których AI może wspierać w skalowaniu firmy, w marketingu, analizie danych, zwiększyć produktywność i usprawnić ich codzienne działania.
Jest dla osób chętnych zdobywać nowe umiejętności.
Dla kogo nie jest program Umiejętności Jutra?
- Dla tych, co pomylili bezpłatne szkolenie dla nowicjuszy z kilkuletnimi studiami lub płatnym kursem i oczekują podobnego poziomu trudności.
- Dla tych, którzy lubią, żeby ich poprowadzić za rączkę i podać wszystkie informacje na tacy.
- Dla tych, którzy myślą, że certyfikat im się należy, za samo dostanie się do grona wybranych, bo egzaminów to oni się już w życiu nazdawali.
😛
Jak wygląda szkolenie Umiejętności Jutra od środka?
Każdy z nas otrzymał dostęp do platformy szkoleniowej i do zamkniętej grupy na Discordzie.
Materiały na platformie odblokowywane były etapami. Może i dlatego, że niektóre nagrania były dodawane w trakcie. Dzięki temu musieliśmy w miarę po kolei przerabiać materiały, zamiast wybierać tylko te, które nas bardziej interesują.
Czy to dobrze?
Dla niektórych pewnie nie, bo obejrzenie kilku godzin materiałów, żeby system „zaliczył im obecność” mogli uznawać za stratę czasu. Ja jednak uważam, że nie dowiesz się niczego nowego, jeśli nie wyjdziesz ze swojej bańki i nie zapoznasz się z tematami, które niekoniecznie cię interesują.
Każdy tydzień (etap) kończył quiz, który miał za zadanie pokazać, czy zrozumieliśmy zagadnienia, czy nie. Nie były szczególnie trudne, jeśli rzeczywiście słuchało się wykładów. W każdym tygodniu dodatkowo zorganizowany był webinar.
Żeby móc zdać egzamin końcowy trzeba było zaliczyć 70% obowiązkowych materiałów.
W każdym tygodniu otrzymywaliśmy podstawową wiedzę o różnych narzędziach. W lekcjach była zajawka tematu. Ten, kto złapał bakcyla lub zobaczył potencjał narzędzia w swoich codziennych obowiązkach, drążył dalej sam. Pozostali nie tracili czasu. A tempo było mocne. Liczba godzin nagrań duża (nawet w przyspieszeniu) a teamtyka rozległa.
Tydzień 1
Zaczęliśmy od podstaw, czyli poznaliśmy najważniejsze zagadnienia dotyczące AI oraz skupiliśmy się na produktywności osobistej, czyli jak sprytnie robić research i tworzyć asystentów AI (nie mylić z agentami 😊) Dla mnie odkryciem był NotebookLM, który został ze mną w codziennej pracy. W zasadzie lepiej poznawaliśmy możliwości klasycznego chata Gemini, do którego każdy ma dostęp.
Tydzień 2
W tygodniu drugim prelegenci pokazywali nam kolejne narzędzia, które można wykorzystać w rozwoju biznesu. Jak tworzyć treści, grafiki, wideo, audio, analizę danych, optymalizować działania z wykorzystaniem AI. Najważniesza umiejętność to chyba napisanie odpowiedniego promptu. Tu pojawiły się takie narzędzia jak:
ElevenLabs, który zmienia tekst na mowę;
Miro – wirtualna tablica porządkująca proces powstawania projektów;
Lovable do budowania stron i aplikacji bez użycia kodu;
NanoBanana do edycji zdjęć i video;
Bielik – polski lokalny model językowy.
Oczywiście, jak wszystkich zachwycił mnie Paweł Tkaczyk (celowo nie oznaczam 😊). Wiedza i sposób jej przekazywania – złoto. Mnie jego wykłady interesowały ze względu moją codzienną pracę content writera.
Tak, pisanie treści z wykorzystaniem AI to standard, nawet Paweł Tkaczyk nie ukrywa, że wspomaga się sztuczną inteligencją.
AI jest świetna w szybkim researchu, ale zebrane przez nią informacje wymagają weryfikacji i to zadanie człowieka. Jest też niezła w porządkowaniu danych. W tworzeniu ostatecznej wersji treści nic jednak nie zastąpi człowieka, który jest empatyczny, rozumie kontekst, specyfikę, niuanse, umie w dowcip i potrafi dać tekstowi „duszę”. A sztuczna inteligencja jest… no sztuczna i generyczna.
Niestety nie każdy ma dar i umiejętność opowiadania ćwiczoną latami. I po szkoleniu Pawła Tkaczyka ten rozstrzał między sposobem przekazywania wiedzy był wyraźnie widoczny 😊
Tydzień 3
Budowanie agentów i automatyzacji. Nie moja bajka, ale przyznam, że nie mogę się doczekać, aż będzie mi to potrzebne i zmusi mnie do zgłębienia tematu. Automatyzacje w natłoku danych i czynności z tym związanych pewnością są umiejętnością jutra. Ale znowuż, w biznesie to właśnie bezpośredni kontakt z drugim człowiekiem, budowanie relacji, jest coraz bardziej w cenie. Granica jest cienka. Warto przemyśleć, które działania przyspieszą pracę, a które zbudują bezosobową firmę widmo. Do automatyzacji procesów, łączenia różnych narzędzi pokazano nam Make.com i alternatywę N8N.
Tydzień 4
Kontynuacja automatyzacji: budowanie baz danych w BigQuery na koncie Google Cloud za pomocą WitCloud i analiza danych z pomocą AI. Niekoniecznie lubię analizować dane (tabelki, statystyki, liczby), ale w mojej pracy to konieczne.
Tydzień 5
Jak wdrażać AI i zdobytą wiedzę? Mam wrażenie, że podejście do AI to skrajności: zazwyczaj u tych, którzy „słyszeli, ale nie sprawdzili” – to samo zło. Niewiedza rodzi niechęć i strach.

U tych, którzy korzystają – nadmierny zachwyt i bezgraniczne zaufanie (graniczące z głupotą). Tak, tak huraoptymizm dostępnego dla wszystkich chata i to jego wieczne chwalenie za byle pierdołę uzależnia 😊
Czas to zbalansować. Takie programy jak Umiejętności Jutra pokazują nie tylko możliwości narzędzi opartych na sztucznej inteligencji, ale też zagrożenia wynikające z niewłaściwego z nich korzystania. O tych zagrożeniach i prawnych konsekwencjach mogło być więcej materiału. Wiadomo jednak powszechnie, że prawo nie nadąża za rozwojem sztucznej inteligencji, marnie reguluje i egzekwuje wykroczenia.
Tym bardziej…
Nic nie zwalnia człowieka/użytkownika tych narzędzi z krytycznego myślenia i logicznego rozumowania. To, co prezentuje nam sztuczna inteligencja jako wynik swojej pracy, powinno być zawsze poddane naszej ocenie.
Dlatego…
Sprawdzajcie, co Wam AI wygenerowało, zanim to opublikujecie!
Oraz
Uważajcie, jakie dane udostępniacie narzędziu AI!
Ekskluzywność, którą zabiło umożliwienie wzięcia udziału większej ilości osób
Przemyślany marketing firmy
Czy to był jeden wielki webinar sprzedażowy aplikacji Google? A czego Wy się przepraszam spodziewaliście? Ktoś ten darmowy kurs przecież sponsorował.
Czy mnie to przeszkadzało? Zupełnie nie. Cyrografu nie podpisywałam, że coś kupię.
Czy stałam się darmowym polecającym? Taki ambasador marki przecież najlepszy. No tak, przecież wymieniam nazwy narzędzi w artykule. Jestem tego świadoma. Czy ogólnie sprzedaż abonamentów na poszczególne narzędzia w większości płatne wzrosła? Zapewne tak.
Marketing zadziałał.
Prelegenci, mimo że pracowali na aplikacjach od Google zawsze jednak wspominali o konkurencji. No naprawdę, wystarczy poszukać alternatywy, jak ktoś już bardzo chce stawiać opór.
Czas na narzekanie 😊
W poprzednich edycjach w kursie mogła wziąć udział bardzo ograniczona liczba osób. Sama próbowałam i się nie udało. Tym samym program jawił się jako niedostępny i wygląda na to, że przez pryzmat elitarności, uczestnicy postrzegali przekazywaną tam wiedzę. Chwalenie się certyfikatem było bardzo na miejscu i świadczyło o sukcesie.
Kiedy okazało się, że z programu mogło skorzystać więcej osób niż zazwyczaj, narracja nagle się zmieniła. Ta sama wiedza przekazana masowo nagle jakby nie była godna uwagi, a certyfikat i uczestnictwo w kursie zaczęły być traktowane prześmiewczo.
To absurdalne i przykre, zwłaszcza dla tych, którzy tak jak ja, naprawdę bardzo się ucieszyli z dostania się do programu. A wydawać by się mogło, że żyjemy w czasach, w których wiedza to coś, co należy się każdemu, kto chce się rozwijać.
Co daje certyfikat Umiejętności Jutra?
Oprócz zarwanych wieczorów mam satysfakcję, że udało mi się dostać do programu i go ukończyć. Niektóre zagadnienia były dla mnie trudne – przyznaję. Większość mnie zachwyciła.

Sam certyfikat to miła pamiątka, którą można pochwalić się w social mediach, bo nie sądzę, by była gwarantem dostania lepszej pracy/ zlecenia. Raczej świadectwem, że chcesz się rozwijać.
To, jak inni kreatywnie wykorzystują narzędzia AI, zrobiły na mnie ogromne wrażenie, a mnogość praktycznych aplikacji mnie zaskoczyła.
Zdaję sobie sprawę, że takie narzędzia jak Semstorm, Neuron Writer, Achrefs, których od lat używam w pracy, oparte są na AI. Wszyscy (nawet ci, co twierdzą, że absolutnie nie 😊) już z tego korzystamy i jest to dla nas oczywiste ułatwienie w życiu codziennym. Tym bardziej ważne jest, żeby mieć tego świadomość i korzystać mądrze.
Na koniec…
Wszystkim prelegentom Umiejętności Jutra dziękuję za podzielenie się wiedzą.
